Oszuści są sprytni, znają prawo na tyle, że ciężko jest odzyskać swoją prace lub pieniądze. Na ich sztuczki nabierają się nie tylko początkujący graficy czy copywriterzy. Wielu z nich ma wśród swoich „trofeów” poważne firmy, które zlecały im prace na kwotę kilkuset tysięcy złotych. Nie będę operował imionami i nazwiskami osób, przed którymi należy się bronić. Dlaczego? Powód jest prosty – jak już wspomniałem oszuści znają prawo. Ustawę o Ochronie Danych Osobowych również.
Gdzie polują oszuści? Najczęściej są to fora internetowe oraz serwisy zajmujące się pośrednictwem. Dają ogłoszenie i czekają. Najczęściej odzywają się do kilku osób proponując współpracę. Zanim się zgodzicie – i zmarnujcie Wasz czas i pieniądze, warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy.
Po pierwsze – sposób pisania oferty, ogłoszenia itp. Szczególną uwagę należy zwrócić na błędy – ortograficzne oraz literówki. Jeśli takich jest dużo, warto być czujnym. Oszuści bardzo często „pracują” niemal taśmowo. Taka „produkcja” przekłada się na jakość zamieszczanych ofert.
Po kontakcie na forum, czy poprzez konto w serwisie, najczęściej następuje kontakt mailowy. Z maila również można wiele wyczytać. Zacznijmy od adresu mailowego. Jeśli zleceniodawca jest osobą prywatną, nic nam to nie powie. Jeśli jedna występuje w imieniu firmy/agencji interaktywnej/agencji reklamy itp.. a nie korzysta z adresu firmowego, warto uważać. Nie oznacza to, że każdy, kto nie ma adresu firmowego jest od razu oszustem. W mojej pracy natknąłem się na dziesiątki małych i większych firm, które nie posiadają maili na domenie firmowej. Nie zmienia to jednak faktu, że naciągacze również stosują tą taktykę. Nikt nie sprawdza prawdziwości danych podawanych przy zakładaniu konta. Po „wszystkim” skrzynkę można po prostu usunąć.
Idźmy dalej. Jak podpisuje się nasz zleceniodawca? Czy mail posiada stopkę, czy też „kontrahent” podaje jedynie imię i nazwisko? Jak wygląda stopka? Czy tytułuje się „Startedy Directorem”, czy też wszystko jest napisane bez błędów? Każdego zleceniodawcę warto a nawet należy sprawdzić. Z pewnością pomoże w tym „wujek Google”. Oprócz wpisania imienia i nazwiska można poeksperymentować z dodatkowymi frazami: firma, opinie, zlecenia, oszustwo, pieniądze, uwaga itp. Niektóre informacje znajdują się dość „głęboko”. Na pierwszej stronie znajdują się te, na których oszustowi zależy – najczęściej są to profile w serwisach społecznościowych, wpisy do katalogów firm oraz strona firmowa.
W następnym poście zajmiemy się wizerunkiem kontrahenta w internecie – krótko, ale treściwie.
Photo by TALUDA/ www.sxc.hu
- Nie daj się oszustowi II(Duże podobieństwo)
- SEO Copywriting czy lanie wody?(Średnie podobieństwo)
- Ciemna strona freelance(Średnie podobieństwo)
- Freelance: gdzie szukać ogłoszeń(Średnie podobieństwo)
- Teksty próbne: pisanie nadaremno?(Średnie podobieństwo)


