Ważnie jest pierwsze wrażenie. Zarówno osoby prywatne jak i firmy dbają o swój wizerunek w Sieci. – jeśli chcą w niej zarabiać. Nawet jeśli pod danym adresem kryje się zwyczajna wizytówka, w większości przypadków jest przygotowana estetycznie. Jeśli wchodzimy na stronę i po głowie kołacze się „coś tu nie gra”, to warto ją odrobinę przeanalizować. Zacznijmy od stopki.
Jeśli jest, powinny znaleźć się w niej dane kontaktowe – zarówno właściciela strony, jak i firmy, która ją wykonała. To pozwoli na bliższe zidentyfikowanie naszego zleceniodawcy. Jeśli stopki nie ma lub jest szczątkowa (np. tylko „created by…”) idźmy dalej. Poszukajmy na stronie danych kontaktowych. Takie powinny się znaleźć. Nawet zwykły oszust nie jest idiotą. Wręcz przeciwnie. Warto jednak uzyskane dane „wrzucić” w przeglądarkę i porównać. Być może okaże się, że firmy o identycznej nazwie i profilu działalności zarejestrowane są w kilku miastach. Oczywiście nie oznacza to, że strona jest fałszywką, jednak pozwala na zasianie wątpliwości.
Nie ma uniwersalnego sposobu na rozpoznanie fałszywej strony. Niektóre z nich są przygotowane naprawdę profesjonalnie. Zacznijmy jednak od tych, które takie nie są. Sprawdzając kod źródłowy strony możemy zobaczyć, czy została ona stworzona przy użyciu generatora (np. graficznego) – dane tego typu są zapisywane w tzw. metatagach. Przytłaczająca większość stron NIE JEST przygotowywana w ten sposób. Edytory graficzne (a nawet zwykłego Worda) wykorzystują ludzie, którzy nie znają się na html’u, css i php. Są to albo nastolatki (coraz rzadziej) albo osoby, którym się spieszy.
Jeśli komuś się spieszy, kiepska będzie również grafika. Najczęściej ściągnięta z Sieci i szczątkowa – w postaci zamazanego logo, lub kilku prostych elementów, które złożone razem w ogóle do siebie nie pasują. Do tego dochodzi warstwa tekstowa – uniwersalne teksty w stylu „jesteśmy firmą…” są na porządku dziennym. Kolejne podstrony bardzo często pozbawione są jakiegokolwiek tekstu, lub są to szczątkowe materiały. Jeśli oszust jest naprawdę nieudolny - zamiast polskich znaków pojawią się serie znaczków (brak kodowania utf-8). Obowiązkowo należy sprawdzić linki. Część z nich będzie prowadzić „donikąd”. Czasami strona linkuje do zaprzyjaźnionych stron, których zadaniem jest uwiarygodnienie oszusta.
Jeśli trafiliście na stronę tego typu, warto wysłać maila z pytaniem „Zastanawiam się dlaczego strona jest taka niedopracowana”.
Jedynymi z najczęstszych odpowiedzi będą zapewne:
- To pozostałość po starej stronie, teraz zastępujemy ją nową (w praktyce nikt nie zastępuje prostych stron stopniowo; działania tego typu mają miejsce przy pracy „na żywym organizmie”)
- Było włamanie i strona została shakowana (pewnie zrobiła to konkurencja :P)
- Przenosimy się na nowe serwery (taa – pół strony jest na jednym serwerze a pół na drugim)
- Niedawno przejąłem firmę i startuję od nowa- dlatego zamówiłem u Ciebie test/grafikę/cokolwiek
Nieco sprytniejsi oszuści wykorzystują oprogramowanie do blogów – np. Worpress. Szablonów jest dużo a instalację można przeprowadzić w jednym z darmowych serwisów hostingowych. Do tego dochodzi wiarygodna domena PL lub COM i gotowe. Dlatego warto sprawdzić, z jakiej domeny pobierane są dane np. grafika.
Jeśli strona spełni swoje zadanie – pozyska kontent, który można komuś sprzedać, najprawdopodobniej na jakiś czas zniknie z Sieci. Kiedy zrezygnowany freelancer da sprawie spokój i uzna się za pokonanego domena znów może ożyć – na czas kolejnego „zlecenia”. Najprawdopodobniej jednak w Sieci pojawi się zupełnie inna „firma”.



Komentarze