Jeszcze raz o ch@mstwie

Jeszcze raz o ch@mstwie

Po artykule o tym, jak bardzo chamstwo i plugastwo zawładnęło polską Siecią przyszła kolej na następne. Tym razem dziennikarze postanowili pokazać cyfrowe bezprawie poprzez dramat konkretnych osób.

Nawet osoby, które nie mają większego pojęcia o chwytach erystycznych zaczynają węszyć, że „coś jest nie tak”. I mają rację. Po „odkrywczych” stwierdzeniach, że chamstwo istnieje w Sieci (jakby gdzie indziej nie istniało) przyszła pora na dopuszczenie do głosu ludzi skrzywdzonych przez „chamów”. Przedstawienie na stronach Newsweek.pl historii Rafała Nosewicza ma za zadanie udowodnić, że chamstwo w Sieci potrafi być groźne.

Tyle tylko, że rozszerza jednocześnie pojęcie „chamstwa” na prześladowanie. Schopenhauer w swojej „Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów” pisze o tym, jak stosować tego typu uogólnienia:

Rozszerzyć wypowiedź przeciwnika poza jej naturalną granicę, interpretować ją możliwie ogólnikowo, akceptować ją w jak najszerszym sensie i traktować przesadnie

Cytat ten  dedykuję dziennikarzom, którzy piszą teksty na tematy, o których nie mają większego pojęcia.

Z paszkwilami, plotkami, pomówieniami i kłamstwami miałem do czynienia wielokrotnie. Do redakcji dzwonili ludzie, przychodzili lokalni politycy, straszono mnie prokuraturą i policją, zarzucano cenzurę i samowolkę. Tak mniej więcej wygląda walka z chamstwem „po drugiej stronie”.

Żądanie czy sugerowanie wprowadzenia moderowania treści forów jest tak samo bezsensowne jak oczekiwanie, że w gazetach przestaną się ukazywać głupie artykuły.  Nie ma takiej możliwości – ani z punktu widzenia finansów, ani wzrostu zatrudnienia ani samej idei wolnego Internetu.

Praktyka w serwisach, w których pracowałem i w których pracują znajomi redaktorzy wygląda następująco. Zgodnie z Prawem Prasowym to wydawca jest odpowiedzialny za treści publikowane na stronach. Dlatego wszyscy wydawcy reagują na doniesienia o nadużyciu, publikacji nieprawdziwych informacji itp.

Co więcej – najczęściej na stronach zostały udostępnione narzędzia pozwalające na zgłoszenie różnego rodzaju nadużyć. Wielokrotnie sam radziłem osobom, które dzwoniły w tej sprawie, jakie kroki prawne należy podjąć. Wielokrotnie odmawiałem również usunięcia treści, które – w mniemaniu „pokrzywdzonych” – były obraźliwe.

Sprawa jak zwykle nie jest taka prosta. Z jednej strony barykady są pokrzywdzone osoby, z drugiej – rzesza internautów, która ocenia działania moderatora.  Rzadko zdarzały się sytuacje, kiedy „wilk był syty i owca cała”.

Szkalowanie, zakładanie fałszywych kont, publikacja danych osobowych oraz inne formy cyberbullyingu należą do rzadkości. A przede wszystkim nie są chamstwem – są wykroczeniami i przestępstwami. Sytuacja Rafała Nosewicza nie jest normalna. Większość internautów to ludzie o zdrowych zmysłach i – nawet jeśli rzucają mięsem – to nie zajmują się prześladowaniem innych osób.

Opierając się na własnych doświadczeniach, mogę powiedzieć, że rzadko zdarza się, aby osoba szykanująca innych w Sieci nie była powiązana ze swoją „ofiarą”. W gruncie rzeczy taka sytuacja zdarzyła mi się tylko raz. Zazwyczaj są to koledzy, współpracownicy, sąsiedzi – ludzie, którym najłatwiej się „narazić” – nawet nieświadomie.

Kolejna sprawa to osoby publiczne. Historia Doroty Świeniewicz jest doprawdy kuriozalna. Dla mnie świadczy to jedynie o tym, jak nisko ceni się polska siatkarka. Niestety – będąc osoba publiczną trzeba mieć przysłowiowy „twardy tyłek”. Każdy polityk , prezenter telewizyjny czy sportowiec jest „wystawiony na strzały”. Do tego trzeba się przyzwyczaić i robić swoje. Rezygnowanie z kariery dlatego, że jakaś – niewielka skądinąd – część polskich internautów stwierdziła, że Świeniewicz “nadaje się do garów”, “gra w picio-polo”, jest “wypaloną zawodniczką” jest zachowaniem idiotycznym. Jeśli z pojedynczego strzału robi się cała seria, najlepiej wydać oświadczenie lub najzwyczajniej w świecie zignorować. Efekt i tak będzie podobny.

Świeniewicz a Nosewicz

Różnica między przypadkiem Świeniewicz a Nosewicza jest gigantyczna. W pierwszym przypadku sportsmenkę ubodły płytkie, złośliwe i często chamskie komentarze – pojedyncze, emocjonalne i mało znaczące. W dodatku mające niewiele wspólnego z prawdą. Publika domaga się krwi, więc potrzebna była ofiara. Równie dobrze ludzie Ci mogli gwizdać z trybun lub wykupić ogłoszenie w ogólnopolskim dzienniku.

Druga sprawa jest już znacznie poważniejsza. To zamierzone, długotrwałe i groźne w skutkach podkopywanie opinii o człowieku. Zakładanie fałszywego konta na Naszej-Klasie, sfabrykowanie zdjęć, oskarżanie o dewiacje seksualne i posty na forum to efekt głębokiej nienawiści.  I właśnie w takim przypadku sprawę powinna przejąć prokuratura i wydawcy serwisu.  Poczynając od nieuprawnionego dostępu do serwisu po pomówienia. Z tym trzeba walczyć – podobnie jak z przemocą domową, znęcaniem się nad zwierzętami i pijanymi kierowcami.

Sąd nie wie, co to „Google”

Z tym, co spotkało Nosewicza można walczyć – odpowiednie narzędzia udostępniane użytkownikom internetu od kilku lat stały się standardem. Moim zdaniem problem tego typu sytuacji leży w braku świadomości prokuratorów, sędziów i prawników. Nie tak dawno tłumaczyłem „wysokiemu sądowi” czym jest… Google.

Katastrofalna nieznajomość niebezpieczeństw Sieci przekłada się na brak reakcji na internetowe szkalowanie.  To sytuacja analogiczna jak okrucieństwo wobec zwierząt – jeśli sprawca w końcu zostaje skazany,  najczęściej otrzymuje karę w zawieszeniu. To sygnał o bezkarności dla innych dewiantów – również tych internetowych.

Chamstwo jest głupie

Chamskie komentarze są płytkie a zawarte w nim obelgi najczęściej na  poziomie nastolatka. Nie jest przyjemne, ale z drugiej strony najczęściej nie wykracza poza granice praca. Wykracza poza granice dobrego smaku i wychowania. Niestety – tak jest i będzie. Chyba, że ograniczymy dostęp do internetu tylko dla osób w wyższym wykształceniem. Przykład Nosewicza  dowodzi, że to również jest bezsensowne.

Postulat „walki z chamstwem w Sieci” poprzez moderację jest zwyczajnie głupi. Przede wszystkim dlatego, że nieprzemyślany. Chamstwo w Sieci – powtarzam to raz jeszcze – najczęściej wynika z chamstwa w ogóle. Wynika również ze specyfiki Internetu, który rządzi się nieco innymi prawami.

Jeśli ktoś chce walczyć z chamami w Internecie, niech zacznie od picia piwa w miejscu publicznym, niesprzątania kup po psie, wyrzucania śmieci na ulicę, bazgrania po budynkach, przeklinania itd.  Jest chyba jasne, że tego nie uda się zlikwidować. Chamstwo w Sieci jest nie tyle niebezpieczne ile po prostu głupie – i znajduje się w mniejszości. Na dodatek można z nim walczyć w bardzo prosty sposób – istniejącym prawem. Większość ludzi stojących za komentarzami tego typu odpuści sobie na dźwięk słowa „prokurator”.

Do poczytania:
Internetowi prześladowcy to zwykli tchórze
Wirtualny lincz
Wirtualny lincz: nie tylko Świeniewicz
Lincz w Sieci: naprawiacze, ręce precz od internetu!
Chamstwo w Sieci – raport Wyborcza.pl

——————–

Photo by scol22
PODOBNE WPISY:----------------------

About the Author

Bartek Brzoskowski - redaktor, dziennikarz, copywriter i freelancer. Moją pasją są przede wszystkim media internetowe. Nie stronię od marketingu, psychologii internetu oraz zarządzania i kreowania marki. Poza tym jestem szczęśliwym mężem i tatą a także posiadaczem psa i kota:) Kontakt:bartek@brzoskowski.pl