Ciężki jest los niezależnego freelancera nad Wisłą. Nie dość, że sam musi szukać zleceń, to jeszcze za bardzo nie ma gdzie.
Polskie serwisy ze zleceniami freelance – i to nie jest odkrycie – albo świecą pustkami, albo rzadko trafiają na nie interesujące oferty. Niestety, jeśli ktoś nie posiada tzw. portfela klientów, musi sobie z tym radzić.
Freelancer poszukujący zlecenia prędzej czy później trafi na łono zlecenia.przez.net. To największy i najbardziej rozwinięty serwis skierowany do „wolnych strzelców”. Problem z tym, że razem z freelancerem, na zlecenia trafiają często 2 grupy ludzi:
- nastolatki
- skąpcy
Owocuje to tym, że cena za presell pages oscyluje w okolicy 1-2 złote netto, duża część umów jest zawierana „poza systemem” a o dobre zlecenia trzeba walczyć „zębami i pazurami”. Nie chodzi tu – bynajmniej – o jakość konkurencji, lecz o nastawienie dużej części klientów (z których spory procent to podwykonawcy). Musi przecież być tanio.
Coraz częściej zdarzają się jednak oferty ze słowem JAKOŚĆ, co pozwala mniemać, że na zlecenia.przez.net przybywają bardziej wyedukowani klienci, którzy co prawda nie chcą przepłacać, ale nie chcą również płacić 2 razy.
O zgrozo, na „zleceniach” polskie serwisy freelance właściwie się kończą. Swego czasu nadzieję rokował również freelancer.pl – niestety szybko się one rozwiały. Obecnie serwis to ładna grafika i nic po za tym. Uśmiechnięte panie na stronie głównej oferują średnio kilka – kilkanaście zleceń. Szkoda.
Idźmy dalej: na artservice.pl – nie najgorzej; freelancerzy.pl – 2 oferty; zlecmy.pl – 0 ofert, freelancers.pl – tragedia. Po kilka ofert trafia się również w popularnych serwisach w stylu Pracuj.pl oraz Gumtree.
W takiej (niełatwej) sytuacji warto pamiętać o serwisach specjalistycznych – takich jak chociażby Interaktywnie.com. Do tego dochodzą oferty zamieszczane na niektórych blogach – np. u Dominika Kozy, oraz w serwisach społecznościowych – GoldenLine oraz Profeo. Szczególną uwagę należy zwrócić na te ostatnie. Nie bez powodu „znane twarze” internatu żywo uczestniczą w szeregu dyskusji. Chodzi o rozpoznawalność!
Oprócz znajdowania zleceń polski freelancer cały czas musi udowadniać, jaki jest dobry w swoim fachu. Nie ma lepszego sposobu niż nieustanne wypowiadanie się (z sensem). Takie czasy, że zanim (jakikolwiek) klient zdecyduje się złożyć zamówienie właśnie u nas, trzeba mu najpierw (za darmo!) dać próbkę swojej wiedzy. Na szczęście rzadko zdarzają się klienci, którzy zbierają „próbkę” od kilkunastu – kilkudziesięciu osób a potem przestają się odzywać… bo mają to co im chodziło.
Oprócz uczestnictwa w życiu równej maści społeczności, freelancer powinien zastanowić się również nad uruchomieniem blogu (a nie bloga!). We własnej przestrzeni najłatwiej można udowodnić profesjonalizm i pokazać, że wie się np. „iż” na błędy jest się „wyczulonym” a nie „uczulonym”.
Piotr Majewski (Czas na E-Biznes) nazywa takie postępowanie „strategią na eksperta”. Moim zdaniem warto – tym bardziej, że potencjalny zleceniodawca i tak będzie szukał w Sieci informacji o zleceniobiorcy. Własna strona dostarczy mu ich znacznie więcej niż kilka wypowiedzi w serwisie.
Poszukiwanie zleceń i tworzenie „gruntu” pod przyszłe zlecenia, to 2. z 3 najważniejszych sposobów. Tym ostatnim jest tworzenie – wspomnianego wcześniej – portfela klientów. Jeśli ktoś raz zdecyduje się skorzystać z usług freelancera (copywritera itp.)– i będzie z nich zadowolony, to istnieje duża szansa, że następnym również będziecie współpracować. Ta niby stara prawda wymaga przypomnienia – o klienta należy dbać! Inna (równie stara zasada) mówi, że zadowolony klient powie o tym 2-3 osobom, niezadowolony – przynajmniej 10.
Zadowolenie klienta na pstrym koniu jeździ
Zdobywanie portfela klientów to zadanie pracochłonne. Im więcej kontaktów masz na swojej liście tym więcej czasu musisz poświęcać na ich utrzymywanie. Możliwe, że dzięki temu zaczniesz (wreszcie) przyzwoicie zarabiać, ale nigdy nic nie wiadomo. Ważne jest jedno – łapanie każdego klienta jest również bezsensowne, jak przebieranie w nich jak w „ulęgałkach”. Ani jedno ani drugie nie zapewni Ci odpowiednich dochodów.
Jeśli nie masz oparcia w agencjach interaktywnych, firmach zajmujących się tworzeniem stron itp. popularne serwisy (a właściwie serwis) z ofertami jest pierwszym stopniem do pozyskiwania wartościowych ofert. Ważne, aby na nim nie kończyć a pozyskane w ten sposób kontakty rozwijać na własną rękę oraz szukać, szukać i jeszcze raz szukać.
(mówiłem, że nie będzie nic nowego) -------------- Photo by adamci/www.sxc.hu
- SEO Copywriting czy lanie wody?(Średnie podobieństwo)
- Nie daj się oszustowi I(Średnie podobieństwo)
- Ciemna strona freelance(Średnie podobieństwo)
- Teksty próbne: pisanie nadaremno?(Średnie podobieństwo)
- Nie daj się oszustowi II(Małe podobieństwo)


