U nich skrzydeł nie rozwiniesz

U nich skrzydeł nie rozwiniesz

To, że Internet istnieje nie umknęło niczyjej uwadze. Gorzej jest z wykorzystaniem jego możliwości – począwszy od stron internetowych na mikroblogach kończąc. Problem tej niewiedzy – a nawet niechęci – często dotyczy szefów małych i średnich firm.

Poniżej kilka typów szefów reprezentujących „śmiercionośne” podejście do biznesu internetowego. Z nimi raczej wiele nie osiągniesz, chyba, że posiadasz prawdziwą charyzmę ;) Poniższe typy bardzo często się z sobą „krzyżują”. Przykładowo – szef typu „Internet to żyła złota” jest jednocześnie szefem „wiem co podoba się ludziom” itd.


1.    Strona po to, aby była
Strona internetowa firmy istnieje przede wszystkim dlatego, że inne firmy już takie mają. Nieważne, że strona wręcz dopędza klientów (kiepska grafika, rozmazane zdjęcia, nieciekawy tekst itd.), ważne, że można zamieścić adres internetowy na wizytówce.

2.    Internet to żyła złota
W tym przypadku rozumowanie jest bardzo proste (aczkolwiek złudne): Onet zarabia miliony, Wirtualna Polska zarabia miliony – otworzę stronę internetową i też będę zarabiał miliony. Tymczasem takie podejście to najłatwiejszy  sposób na  wyrzucenie w błoto pokaźnej sumy pieniędzy (znam ludzi, którzy „utopili” w ten sposób kilkadziesiąt tysięcy).

Szefowie tego typu nie mają pomysłu na istnienie swojego biznesu w Sieci i często oczekują szybkich efektów bez nadmiernych wydatków (czyli bez zbytniego inwestowania w ludzi i sprzęt). Kiedy okazuje się, że Internet nie jest osiołkiem, któremu zza ucha wypadają złote monety, zrażają się do Sieci.

3.    Wiem, co podoba się ludziom
To typ biznesmena często opisywany w podręcznikach „szefologii”. Jest zagorzałym wyznawcą jednego z najczęściej popełnianych błędów – przekonania o własnej wszechwiedzy. Nie wiedzieć czemu w Polsce, wielu szefów jest święcie przekonanych o swojej nieomylności. Wyciągają stąd prosty wniosek: skoro strona internetowa mnie się podoba, to spodoba się również reszcie. Pracownicy pokiwają głową, szef „klepnie” projekt i sprawa zostaje załatwiona. 
Tymczasem strona potrafi naprawdę odstraszać. Przykład: podczas jednej z rozmów delikatnie zwróciłem uwagę szefowi działu reklamy jednej z firm, że animacja zamieszczona na ich stronie utrudnia czytanie treści (duża, często migająca, jaskrawa animacja). W odpowiedzi usłyszałem – wypowiedziane obrażonym tonem głosu: Tak? A nam się podoba. Wielu szefów nie słyszało o tym, że przed uruchomieniem strony, warto dać ją do oceny „myszkom doświadczalnym”. A szkoda.

4.   Zrobione raz i dobrze
Szefów wyznających ideę tego typu często bardzo trudno przekonać do jakichkolwiek zmian na stronie. Jeśli witryna pojawiła się on-line, któryś z klientów napomknie o tym, że znalazł firmę poprzez stronę, naprawdę ciężko namówić jest ich na zmianę. Powód jest prosty: skoro działa dobrze, to co to psuć? Biznesmeni tego typu raczej boją się porażki związanej z „grzebaniem” w „czymś” z czym mają niewielki kontakt i małe pojęcie. Tymczasem, kto stoi w miejscu ten się cofa. W przypadku Sieci ta prawda jest bardzo aktualna.

5.   Internet? Dobrze, byle tanio!
W tym przypadku możemy rozróżnić 2 typy businessmanów. Niektórym szefom Internet kojarzy się z czymś tanim. Strona internetowa – ok., za 50 złotych, copywriter – dobrze, „dycha” wystarczy? Pytanie o wykupienie reklamy w Sieci za 500 złotych do zwyczajne samobójstwo. Dlaczego? No bo przecież Internet nie jest namacalny!

Drugi typ szefa uważa, że działanie w Sieci to potworna drożyzna. Nie ma sensu wydawać pieniędzy na niesprawdzone (przez niego) metody, skoro można kupić reklamę z gazecie/centrum miasta itd. Pewien szef, reprezentujący właśnie „ten gatunek” po prezentacji zapytał mnie:  wszystko ładnie pięknie. Ale gdzie jest haczyk? Ludzi, którzy są nieprzekonani bardzo trudno przekonać – co nie oznacza, że nie należy próbować :)

6.    Internet? To nie dla mnie!
Kilkakrotnie od szefów firm słyszałem – całkiem poważne – pytanie: Mówi pan serwis internetowy? A kiedy wychodzi następny numer? Inni machali ręką i komentowali: proszę pana, gdyby był pan z radia albo gazety to możemy rozmawiać. Ten tym szefów z góry uważa, że Internet nie jest potrzeby w ich branży (np. szkoła nauki jazdy) i doskonale radzą sobie bez „udziwnień”. Jasne jest, że nie posiadają również strony internetowej, czasami dają się namówić na wpis do katalogu.

Komentarze

About the Author

Bartek Brzoskowski - Moją pasją są przede wszystkim social media - media społecznościowe... w praktyce. Zajmuję się koncepcjami komunikacji, marketingiem internetowym i marką w sieci. Kreuję, przygotowuję i egzekwuję. Kontakt: bartek@brzoskowski.pl