Joe Pulizzi, dość znany amerykański marketer na okoliczność końca roku przepytał kilkudziesięciu innych amerykańskich marketerów. Tematem były – oczywiście – prognozy dla e-marketingu i mediów społecznościowych na 2010. Niespodzianek raczej nie było.
Chyba ze względu na to, że Pulizzi zawodowo zajmuje się treścią, większość odpowiedzi błądziła wokół tego tematu. Niemniej jednak kilkadziesiąt odpowiedzi specjalistów rangi Setha Godina, Iana Lurie czy Briana Solisa pozwala zobaczyć, w którym kierunku błądzą myśli „internetowych guru”.
Zdecydowanie najwięcej uwagi poświęcono rozwojowi treści dedykowanych na urządzenia mobilne. Nic w tym dziwnego, na rynku znajdują się dziesiątki telefonów (?) umożliwiających swobodne buszowanie po sieci. Ludzie stają się On-Line, więc celem marketerów jest dopaść ich wszędzie. A tak na poważnie, e-marketing po prostu uświadamia sobie, że nie może czekać na to, aż klient usiądzie przed ekranem komputera. Za szybkim rozwojem mobilnego internetu musi podążyć treść.
Rozwój kontentu w 2010 ma pójść dwiema drogami – albo wzrośnie liczna stron mobilnych (większość firm nie będzie mogła pozwolić sobie na ich nie-posiadanie), albo treści prezentowane na ekranie komputera będą automatycznie konwertowane do trybu urządzenia wyświetlającego, niezależnie od tego czy będzie to iPhone czy Berry.
Równie dużo miejsca poświęcono zagadnieniem związanym z nurtem Brand 3.0 oraz Open Brand (szerzej o samej idei Open Brand napiszę w kolejnym poście). Ogólnie rzecz ujmując chodzi o dynamiczne kreowanie marki i dopuszczenie klienta do głosu. To przede wszystkim on wie, jakiego produktu oczekuje i jakie wady mają obecnie dostępne rozwiązania. Zadaniem firm, marek i marketerów jest stworzyć narzędzia, dzięki którym komunikacja stanie się znacznie łatwiejsza.
Social media w 2010 głęboko zaznaczą swoją obecność na płaszczyźnie marketingu zintegrowanego. Już nie tylko pojedyncze akcje w stylu Skoda Yeti czy ING będą korzystać z Sieci. W prasie pojawią się reklamy zachęcające do rejestrowania się na stronie. Witryna odeśle do programu radiowego oraz gazety, a wszystkie media będą namawiać do wzięcia udziału w swoistej grze dziejącej się w realu. To już kreowanie doświadczenia…
W tym względzie interesująca jest wypowiedź Berniego Borgesa. Wg niego, w 2010 marketing przejdzie drogę od kreowania zaangażowania do kreowania doświadczenia. To przede wszystkim doświadczanie marki w efektywny sposób pozwala wygenerować sprzedaż i lojalność marki wśród klientów. Doskonałym przykładem jest tu Red Bull, obecny na każdej większej imprezie. Jej uczestnicy za darmo otrzymują po puszce napoju energetycznego. Po co? Przede wszystkim, żeby mogli spróbować ;) A potem opowiedzieć/napisać o tym jak smakuje.
Twitter przestanie ćwierkać… albo i nie
Wracając do e-marketingu. Seth Godin prorokuje spadek zainteresowania Twitterem, spowodowany pojawieniem się bardziej efektywnego, modniejszego i ciekawszego rozwiązania. Nie napisał jednak jakiego ;) W sumie takie prognozy nie dziwią. Pomijając starą prawdę, że co wzleci musi upaść, istnieje coś takiego, jak cykl życia produktu. Chcąc nie chcąc Twitter to właśnie produkt, chociaż nie wróżyłbym mu tak szybkiej śmierci.
Moim (skromnym) zdaniem firmy rzeczywiście zaczną powoli odwracać się od mikroblogów, jednak powodem nie będzie pojawienie się na rynku nowego produktu. Sądzę, że dużą część marek nieco zachłystnęła się sukcesem Della (6 milionów dolarów to dla wielu ogromna suma – dla Della niezbyt) i kilku innych dużych graczy, i dała sobie pół roku, może rok na „rozbujanie” biznesu w socialu. I chyba ci zapaleńcy najszybciej spasują.
Zupełnie innego zdania jest Larry Kunz, który wywnioskował, że w 2010 r. Twitter i Facebook będą głównymi narzędziami używanymi przez marketerów. Co więcej, dzięki tym dwóm serwisom znacząco wzrośnie sprzedaż. Oczywiście nie dojdzie do zamiany witryn w sklepy internetowe. Kunzowi chodzi raczej o sprzedaż pośrednią, wynikającą z wykreowania zaangażowania i zainteresowania marką i produktem.
W kontekście kontentu…
Kunz prognozuje również zwiększone zainteresowanie strategią zarządzania treścią, tak aby poszczególne firmy/instytucje/serwisy otrzymywały nieco inną treść. Innymi słowy: koniec z masówką. I temu pomysłowi jak najbardziej przyklasnę – każdego diabli biorą, kiedy w 20 serwisach czyta tą samą informację prasową. A propos treści…
Wielu autorów zapowiada przede wszystkim postawienie na treści generowane przez użytkowników. Te nie tylko sprawiają, że potencjalny klient bardziej ufa przekazowi. Pozwalają również na oszczędności – treść wygenerowana przez użytkownika (tzw. prosumenta) oznacza oszczędność pieniędzy na pracowniku/agencji itp. która takie materiały generowała wcześniej. Oczywiście, aby prosumentów było więcej, potrzebne jest wykreowanie zaangażowania. To z kolei pociąga za sobą szereg następstw związanych z komunikacją i przejrzystością marki.
Oprócz postawienia na kontent wychodzący od użytkownika, bardzo żywa okazała się idea crowdsourcingu. To też raczej nie powinno dziwić, patrząc na sukces jaki odniósł IdeaStorm.com – serwis Della zbierający opinie i pomysły użytkowników. Tym samym tropem poszła zresztą sieci kawiarni Starbucks i raczej nie żałują. Wg Ricka Lieblinga 2010 stanie pod znakiem „zbiorowej mądrości” e-klientów. A ta – jakby nie patrzeć – również oznacza oszczędności. Po co zatrudniać ekspertów, którzy mówią, co jest najlepsze dla klienta, skoro klient może to sam powiedzieć? W końcu.
Hiper-lokalna Augmented Reality
W polu szerszego zainteresowania znalazło się również geotargetowanie, marketing i wyszukiwanie hiper-lokalne oraz Augmented Reality. Biorąc pod uwagę ostatnią transakcję propozycję Google – zakup Yelp.com, można się zastanawiać czy właśnie taka będzie przyszłość wyszukiwania społecznościowego. W przyszłym roku raczej nie zobaczymy Yelp Polska (Jeremy Stoppleman, twórca Yelp „zawiesił” rozmowy z Google), za to interesujące może okazać się wejście do Polski serwisu foursquare.com, który testuje spersonalizowaną reklamę opartą na lokalizacji użytkownika. Co prawda serwis na razie ma być obecny tylko w Warszawie, ale lepsze to niż nic :).
Jakiś czas temu Foursquare.com eksperymentował z augmented reality, co – przy połączeniu z personalizacją – może okazać się strzałem w dziesiątkę. Będąc w Londynie Michael Litman skorzystał z testowanych rozwiązań. Dzięki „rozszerzonej rzeczywistości” – i dzięki strzałkom wyświetlanym na ekranie jego telefonu – mógł trafić z jednej do drugiej restauracji tej samej sieci. Przy okazji zdołał załapać się na promocję :) O ile dotychczas AR traktowano bardziej jako ciekawostkę, to w 2010 może znaleźć powszechne zastosowanie. Niestety nie w Polsce – u nas mobilny Internet nadal jest bardzo… cenny.
Własne kanały i własne społeczności. Może
Jedną z ciekawszych opinii wyraził również Seamus Walsh. Wskazując za zagrożenie kiepskiej jakości treścią, wirusami, wyłudzaniem danych itp. Walsh twierdzi, że coraz więcej firm będzie inwestowało w prywatne kanały komunikacji. Faktem jest jednak, że zagrożenia kiepskiej jakości treścią nie można już uznać za zagrożenie. Bardziej za katastrofę, która już się przytrafiła a 2010 powinien być próbą zminimalizowania jej skutków. Ale prywatne kanały komunikacji to interesujące rozwiązanie – likwidują szum informacyjny, pozwalają silnie skupić społeczność oraz efektywniej monitorować konwersję.
Jak zwykle w przypadku takich prognoz znalazł się ktoś o odmiennym zdaniu. Wg Jacoba Morgana w 2010 r. marketerzy będą kontynuować tworzenie wielu społeczności skupionych pod jedną marką. Bo o tym, że w większości przypadków zwykła strona internetowa już nie wystarczy, to już wiadomo.
Przysłowiową wisienką na torcie jest jednak stwierdzenie bardzo często pojawiające się na ustach marketerów: niewiele się zmieni. Nadal tylko kilkanaście firm ma swoje blogi, konta i profile w społecznościówkach, więc w 2010 r. będą odkrywać Internet. Najpewniej pojawią się nowe serwisy, które będą na tyle warte uwagi, że koniecznie trzeba będzie stworzyć w nich swój profil. I w sumie te prognozy są chyba najpewniejsze.
——————
photo by WIKITUDE/www.flickr.com




Komentarze