Authalia skończy jak budyń

Authalia skończy jak budyń

Sądziłem, że pomysły z naciskaniem na blogerów minęły wraz z dr. Oetkerem, jego budyniem i Kominkiem. Okazuje się, że nie. Authalia, w imię walki z kłamstwem i wynaturzeniem, wszczęła wojnę z blogerami. I wszystko wskazuje na to, że podzieli los niemieckiego budyniu.

Zacznijmy od tego, że nie bardzo znam się na prawie, ale z prawnikami przebywam. Czasami. Dokładnie tak samo mogę skomentować bardzo popularny wpis na blogu Bartłomieja Dymeckiego. Specjalisty od usability, user centered design i e-commerce. Nie odmówiłem sobie i poczytałem również blog Authalii oraz przejrzałem ich stronę. Mam nadzieję, że nie naślą na mnie prawnika, za to co napiszę za kilka zdań. Przede wszystkim uważnie przeczytałem wpisy na blogu Olgierda Rudaka, głównego „zadymiarza” Authalia Gate :) oraz Bogu ducha winnego Sławomira Wilka. Temu ostatniemu oberwało się za to, że… zrecenzował stan sporu na linii Rudak-Authalia. Zrecenzował i wyraził swoją prywatną opinię. W swojej istocie, zbliżoną do mojej prywatnej opinii.

Po pierwsze

Strona Authalia.com jest DLA MNIE (żeby nie było, że kogoś podjudzam i działam na szkodę FIRMY) bardzo myląca. Nie za bardzo wiem co ma wspólnego ochrona praw autorskich ze znakowaniem czasem. Jak wyraził się – dość jasno- jeden z komentatorów na blogu Bartłomieja Dymeckiego określenie tzw. daty pewnej odnosi się do czynności prawnych (np. umów kupna-sprzedaży potwierdzających zajście transakcji w danym dniu).

Znakowanie czasem (czyli określenie daty pewnej) w przypadku „certyfikatów” nie ma DLA MNIE jakiegokolwiek sensu, ponieważ:

1. Nie da się w ten sposób udowodnić autorstwa (nie tylko na prawniczy, ale na chłopski rozum)
2. Można je co najwyżej uprawdopodobnić, a to za mało, bo statecznie to sąd decyduje kto posiada prawa autorskie
3. Data pewna odnosi się jedynie do „certyfikatu” a nie do utworu. I nawet nie wiem jak starała się Authalia i Bartłomiej Dymecki, to w moim mniemaniu, tego nie zmienią.

Usadowiona na szczycie strony łacińska sentencja Prior tempore, Potior iure – Pierwszeństwo w czasie daje lepsze prawa, wg mnie sugeruje, że chodzi to o OPATENTOWANIE dzieła (którego, swoją drogą, nie można opatentować). Patentowaniem zajmuje się Urząd Patentowy RP. I kosztuje to znacznie więcej niż proponowane przez Authalię 5 zł.

Podobne – z pewnością błędne – skojarzenia nasuwają hasła w stylu „sprzedawaj licencje i oryginały”. Aby coś sprzedać – na zdrowy rozum – trzeba to mieć. A certyfikat wydany przez Authalię nie udowadnia autorstwa (jak uparcie twierdzi na swoim blogu Bartłomiej Dymecki), a jedynie je uprawdopodabnia. Wniosek z tego taki, że z czystym sumieniem mogę sprzedać co najwyżej… otrzymany certyfikat. Jeśli opchnę go za 10 PLN będę 5 PLN do przodu :)

Według Authalii Certyfikat I Stopnia jest dowodem autorstwa. Według mnie – w zapewne wielu innych trzeźwo myślących osób – nie jest. Stanowi co najwyżej poświadczenie przez prywatną firmę daty posiadania poliku (egzemplarzu dzieła) w danym czasie, co nijak ma się do autorstwa dzieła.

Najbardziej rozbawił mnie jednak Certyfikat Istnienia. Prosty ze mnie chłopak, i pewnie dlatego nie rozumiem, po co płacić na dokument wskazujący „niepodważalną datę istnienia (…) pliku”.

Dla mnie jest oczywiste, że projekty typu Authalia… nie są zbyt interesującym miejscem na wydawanie pieniędzy. Ale nie jestem prawnikiem. Nie znam się. A hasła w stylu „Globalne Biuro Rejestracji Utworów i Praw Autorskich” kojarzą mi się z blaszanymi kluczykami do samochodu, które w latach 90-tych (XX w.) otrzymywali pocztą moi rodzice. Ach, jak oni się cieszyli z nowiutkiego Seata, który mają szansę wygrać ;)

Po drugie

Mało komu umknęła zbieżność historii Authalii z reakcją działu PR dr. Oetkera na wpis Kominka. Przysyłanie maila (z błędami!) z żądaniami usunięcia kłamliwych treści, przeinaczeń itp. tudzież zarzucanie świadomego wprowadzenia w błąd i grożenie prawnikami jest po prostu żałosne. I nie chodzi o to, że bronię blogerów, bo sam nim jestem. Każdy kto czytał posty Rudaka może prześledzić, jak redaktor naczelny Lege Artis, punkt po punkcie, rozprawia się z „asami” Authalii – gwarancją pewności, zaufania oraz zysku dla siebie i wnuków. I dobrze, że się rozprawia, bo projekt wzbudza we mnie wyjątkowo mieszane uczucia, tym bardziej, że jego szefowie w złowróżbnych mailach wysyłają nieprawdziwe informacje (np. o tym, że Authalia lada moment ma zostać wpisana na listę Organizacji Zbiorowego Zarządzania) .

Kto po wpisach Rudaka przeczytał wpis Dymeckiego dostrzeże logiczny mętlik pojęć i jak to ujął jeden z komentujących – syndrom oblężonej twierdzy. Tłumaczenia są mętne i pokrętne, poziom dyskusji schodzi o banowania niewygodnych postów. Śmiech bierze człowieka. Tym bardziej, że Dymecki jest skądinąd szanowanym specem od usability. A taki powinien wiedzieć, że strona musi mieć jasny przekaz. Tymczasem serwis Authalii wprowadza mnie w błąd.

Jeśli wcześniej nie miałbym styczności z zagadnieniami praw autorskich i majątkowych, może bym to łyk… zainwestował pieniądze w wykupienie certyfikatu gwarantującego mi autorstwo. Ale że styczność miałem, grzecznie postoję z boku.

Podobnie jak w przypadku sławnego budyniu dr. Oetkera, tak w przypadku Authalii rozpętała się niewielka internetowa wichura. Okazało się, że Internet składa się nie tylko w trolli, ale również z wykwalifikowanych prawników, którzy potrafią wytkać błędy, oraz ludzi, którzy potrafią rozsądnie ważyć argumenty. I właśnie ci ludzie – m.in. poprzez Wykop.pl – potrafią napiętnować szemrane działania różnej maści serwisów.

Cenzura, mili Państwo, w Polsce skończyła się jakiś czas temu. Ale zawsze można otworzyć serwis na Athalia.cn :)

Zachęcam do przeczytania wpisów na wymienionych przeze mnie blogach:

Kominek: Dr Oetker ty Pizdo!

Bartłomiej Dymecki: Authalia wzbudza kontrowersje

Olgierd Rudak: Kup pan patent na utwór

Olgierd Rudak: Stowarzyszenie Authalia.org już bez nadzoru MKiDN

Olgierd Rudak: Authalia.com prostuje i zarzuca Lege Artis nierzetelność

Sławomir Wilk: Authalia ledwo wystartowała a już straszy sądem

Sławomir Wilk: Mnie również Authalia straszy sądem

Piotr Waglowski: Authalia – takich projektów będzie powstawało więcej

Blog.authalia.com

AKTUALIZACJA (13.01.2010):

Okazało, że że Authalia skończyła gorzej niż Dr. Oetker. Specjaliści od budyniu po prostu przestali komentować sprawę kominikowego postu. Authalia postanowiła udowodnić wszystkim, że to ona ma rację i jest najprawdziwszą na świecie Organizacją Zbiorowego Zarządzania. Wątpliości rozwiało natomiast Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który w oficjalnym komunikacie stwierdziło, że Authalia nie ma statusu OZZ.

Gwoździem do trumny okazał się „partner” serwisu czyli Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A. Firma, która – wg Authalii -  miała zwiększyć zaufanie do projektu najzwyczajniej w świecie zażądała usunięcia z serwisu logotypów, nazwy PWPW S.A.  oraz linków do strony Wytwórni.

Obecnie na stronie Authalia.com widnieje komunikat: W związku z przygotowaniem serwisu do wdrożenia usługi Bezpiecznego Archiwum przy współpracy z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych S.A. zawieszamy czasowo funkcjonowanie serwisu. Administracja.

I to by chyba było na tyle.  Zainteresowanym polecam wpis Olgierda Rudaka.

———————–

Zdjęcie ilustracyjne: screen strony Authalia.com [06.01.2010]
PODOBNE WPISY:----------------------

About the Author

Bartek Brzoskowski - Moją pasją są przede wszystkim social media - media społecznościowe... w praktyce. Zajmuję się koncepcjami komunikacji, marketingiem internetowym i marką w sieci. Kreuję, przygotowuję i egzekwuję. Kontakt:bartek@brzoskowski.pl