Amerykanie kochają duże samochody, w dodatku takie, które palą dużo paliwa. Nic dziwnego, że Ford długo zastanawiał się nad wprowadzeniem do USA modelu Fiesta. Bo niby dlaczego Amerykanie mieliby kupować maleńkie – wg ich standardów – auta?
Oprócz tego, że Amerykanie lubią duże samochody, wiadomo również, że przemysł motoryzacyjny dość chłodno traktuje media społecznościowe. Dlatego akcja Forda tym bardziej jest warta uwagi – ukochana przez Europejczyków Fiesta to w USA egzotyka.
Fiesta Movement: rozdział I
W lutym 2009 Ford ogłosił nabór na testerów modeli Fiesta. Jednym z głównych wymagań stawianych potencjalnym kandydatom było duże zaangażowanie w socialmedia, rozpoznawalność w Sieci itp. Innymi słowy: oferty nie kierowano do przeciętnego Jasia Kowalskiego. Ostatecznie doliczono się ponad 4 tys. zgłoszeń. Przez następne pół roku (od maja 2009) setka ludzi jeździła fordami na bieżąco relacjonując swoje przygody, odczucia itp. Oczywiście wszystkie wydatki związane z eksploatacją testowych fiest (paliwo i ubezpieczenie) pokrył Ford.
Trendsetterzy, nazywani agentami, podróżowali po całych Stanach Zjednoczonych wykonując zadania specjalne. Skakali z samolotu, walczyli z aligatorami, pomagali organizacjom charytatywnym itp. Blogowali, kręcili filmy, robili zdjęcia. Byli na Facebooku, Twitterze, Flickrze i You Tube. Byli również w stworzonym na tą okazję serwisie fiestamovement.com. Co ważne, opinie oraz stworzone materiały zamieszali przede wszystkim na swoich prywatnych profilach (jak widać Ford pamięta, że do 80% klientów ufa innym klientom). Tak wyglądał pierwszy – zakończony w grudniu 2009 – rozdział szerszej kampanii, która swój finał będzie miała najprawdopodobniej w maju 2010 – wówczas Fiesta pojawi się w USA.
Chociaż oficjalnym powodem niecodziennych testów było zdobycie feedbacku i sprawdzenie czy auto będzie lubiane przez potencjalnych klientów, to nieoficjalne motywy są zupełnie inne. Chodziło po prostu o skuteczne przyciągnięcie uwagi, wygenerowanie uderzeniowej dawki buzzu oraz pokazanie, że niewielki samochodzik może wiele zdziałać. I to się w pełni udało. Efekt: ponad 6,5 mln odsłon filmów z amerykańską wersją Fiesty na You Tube, ponad 740 tys. osłon zdjęć na Flickrze i prawie 4 mln tweetów. To wszystko złożyło się na ponad 50 tys. zapytań potencjalnych klientów o szczegóły związane z samochodem. Co ciekawe, z forda było zadowolonych 58% testujących. W niczym nie zmienia to jednak faktu, ze centrala firmy uznała akcję za duży sukces i wyraziła zgodę na rozpoczęcie rozdziału drugiego.
Fiesta Movement: rozdział II
Nabór do kolejnej odsłony akcji kończy się 7 lutego 2010. Biorąc po uwagę ogromne publicity części pierwszej, należy spodziewać się kilkudziesięciu tysięcy zgłoszeń. Na razie wiadomo tyle, że swoje fordy dostanie kolejnych 100 osób podzielonych na 20 zespołów. Warunki naboru nie są już tak sztywne i tym razem może zgłosić się każdy… fan Forda
Plan wprowadzenia i – co ważniejsze – zainteresowania amerykańskiego rynku fordem fiesta, to jeden z najlepszych sposobów zastosowania social media w marketingu. Jest przemyślany, i bardzo ściśle stargetowany – odbiorcami jest tzw. pokolenie millenium, ludzie urodzeni pomiędzy 1979 a 1996 r. Wg ocen Microsoftu ponad 77 % Amerykanów urodzonych w tym przedziale używa serwisów społecznościowych, zaś 28 % prowadzi własne blogi. Trudno trafić lepiej.
Przede wszystkim jest jednak strategią wypełnioną akcją, adrenaliną i kolorami. Buduje zaangażowanie wynikające z fizycznego doświadczenia marki. To pozwoliło Fordowi ogłosić rok 2009 rokiem sukcesu. I jeśli rozdział drugi Fiesta Movement będzie podobny, koncern będzie miał co świętować również w 2010.
———-
Photo by www.fordvehicles.com
- Pepsi odświeża... wszystko(Duże podobieństwo)
- Jak Dell zarobił 7 milionów?(Duże podobieństwo)
- McDonald's ma speca od socialu(Średnie podobieństwo)
- Kryzys w social media(Średnie podobieństwo)
- ROI w social media? Czemu nie!(Średnie podobieństwo)



Ford zdaje się, że jako jedna z pierwszych wielkich marek wpompował dużą kasę w kampanie social media, którymi kieruje Scott Monty, jeden z moich ulubionych blogerów z kraju Wuja Sama. Blog Scotta: http://www.scottmonty.com/
Pozdrawiam i obiecuję regularnie zaglądać
Ogólnie duże marki zaczynają interesować się socialmedia i doceniać ludzi, którzy zajmują się społecznościową stroną strategii marketingowej. Dobrym przykładem jest np. Sheryl Sandberg, która dzięki sprawnemu koordynowaniu działań na Facebooku stała się jednym z najważniejszych ludzi w koncernie Disneya.
Ale, jeśli wierzyć szacunkom HubSpot, duży biznes nadal nie do końca jest przekonany co do skuteczności działań socialmedia. Dlatego przykłady w stylu Forda nadal są rzadkie. A przez to również ciekawe, bo świetnie przygotowane.
Co do blogu Scotta, też uważam, że jest jednym z najciekawszych blogerów w USA, tym bardziej, że Monthy znalazł się w załodze Forda dopiero w lipcu 2009
Czasu miał dość niewiele, ale efekty są świetne.
Super akcja. Tylko, zauważyliście podstawową różnicę IMO między tym co się dzieje u nas na SM, a tym co pokazał Ford? Akcja trwa rok. Od rozpoczęcie do powiedzmy zakończenia pierwszej części. Co w naszych warunkach, niestety jest raczej niemożliwe… Większość akcji to jednostrzałówki, co IMO odbije się na czkawką…
@Przemek
Ford rozgrywa to po mistrzowsku. Kampania Fiesty jest przesycona pozytywnymi emocjami i co najważniejsze – trwa kolejny rok. W Polsce socialmedia przez biznes traktowany jest jak nieszkodliwa ciekawostka – można w to wejść, bo czemu nie, ale większych pieniędzy nikt w tym lokować nie będzie. Przynajmniej przez najbliższe rok, 2 lata. Relacje z blogerami (swoją drogą najbardziej efektywna forma współpracy z socialem) polegają raczej na przekupowaniu niż na tworzeniu z nich ewangelistów. Wszystko nadla jest jednokanałowe, bo wielu ludzi nie rozumie słowa „social”.
Trudno jej nie zauważyć
Jako że pracuję w mediach, za przeproszeniem, motoryzacyjnych, to chętnie wtrącę swoje trzy grosze
Po pierwsze 50 tys. zapytań na takim rynku jak USA to żaden sukces. Bo ilu z tych „pytających” klientów rzeczywiście zdecyduje się na zakup? Tym bardziej, że Fiesta to auto stosunkowo drogie i w Europie zdecydowanie przegrywa konkurencję z Golfem VI (również obecnym na rynku amerykańskim). W sumie Fiesty chętnie kupują głównie brytyjczycy, ale oni są przecież dziwni:D Młodych Amerykanów jakoś w tych autach nie widzę (tak samo jak nie widzę ich w Toyocie Prius, Hondzie Jazz czy Renault Megane). Tym bardziej, że Fiesta będzie oferowana w USA wyłącznie z benzynowym silnikiem 1,6, ale ma być też wersja sedan, która wygląda naprawdę dziwacznie.
Natomiast sama akcja jest wyjątkowo ciekawa właśnie z powodu wykorzystania Social Media. W Polsce będziemy musieli poczekać jeszcze kilka lat aż duże korporacje do czegoś takiego dorosną (i w ogóle dorosną do długoterminowych planów promocyjnych
).