Muzodajnia do poprawki

Muzodajnia do poprawki

Ponad miesiąc temu otrzymałem zaproszenie do testowania Muzodajni – stworzonego przez Plusa serwisu sprzedającego muzykę w Sieci. W ciągu grudnia kilkakrotnie logowałem się na swoje konto. Porównywałem, sprawdzałem i czytałem.

Funkcjonalności w Muzodajni nie odbiegają od standardu – również pod względem niedopracowania. Szczerze mówiąc, nieco dziwię się, że Plus wydał swój produkt na żer blogerom i potulnie przyjmuje cięgi. Przez kilka ostatnich tygodni w Internecie pojawiło się kilka – lepszych i gorszych – recenzji serwisu. Większość z nich wskazywała na kilka błędów i utrudnień… które nadal nie zostały usunięte. Osobiście mam wrażenie, że Muzodajnia została stworzona jako serwis dla nastolatków kochających Lady Gagę itp. Ale po kolei. Po prostej rejestracji i prostym logowaniu przychodzi czas na…

Panel użytkownika jest dość przejrzysty. To jedna z niewielu dobrych rzeczy w serwisie...

Panel użytkownika jest dość przejrzysty. To jedna z niewielu dobrych rzeczy w serwisie...

Pobieranie

Dla użytkownika, który chce pobrać cały album to droga przez mękę. Nie wiem jakim cudem spece od usability nie wpadli na pomysł, że ktoś może ściągać cały krążek na raz. Ja tak robię w wielu przypadkach i trafia mnie szlag, bo w Muzodajni każdy utwór muszę pobierać oddzielnie. Wiem, że ten błąd wytknięto już w innych recenzjach, dlatego dziwi mnie, że ludzie po drugiej stronie kabelka nie zadali sobie trudu i nie usunęli tego problemu.  Czasu było pod dostatkiem.

Użytkownik nie ma więc innego wyboru, jak cierpliwie ściągać pojedyncze pliki. W tym przypadku może zapisać je sobie w jednym z kilku formatów – od najpopularniejszego mp3 poprzez wma aż po mp4.

Nie da się nie zauważyć, że nowości w serwisie pojawiają się dość wolno. Kiedy ostatnim razem wchodziłem na Muzodajnię (gdzieś na początku grudnia), w serwisie nadal nie było „Modern Rocking„, płyty Agnieszki Chlińskiej. Krążek wywołał niezłą burzę i znajdował się na ustach całej Polski. Ale nie w Muzodajni.  Tutaj nadal nie ma sensacyjnej płyty Aniqua, nagranej przez Anię Wiśniewską, żonę „tego” Michała Wiśniewskiego. Warto  przyspieszyć publikację nowości.

Hans od Gladiatora

Wspomniani już „ludzie po drugiej stronie kabelka” nie sprawili się również w przypadku muzyki filmowej. Kiedy wszedłem na Muzodajnię i wybrałem rzeczony dział, długo zastanawiałem się, który geniusz wpadł na pomysł, że ludzie wyszukują soundtracki po nazwiskach twórców a nie tytułach  filmów. Ilu ludzi wie, że muzykę do „Gladiatora” skomponował Hans Zimmer? Raczej niewielu. Co więcej w Muzodajni jest kilka albumów tego artysty (w tym muzyka do „Kung Fu Panda”), ale nie ma albumu z muzyką do wymienionego tytułu – jednego z najbardziej znanych filmów ostatniego ćwierćwiecza. Ogromny minus, tym bardziej, że u konkurencji można znaleźć przynajmniej kilka utworów. A kto skomponował muzykę do „Ostatniego Mohikanina”? Rozumiem, że wszyscy wiedzą, że jest to Trevor Jones. Jego w Muzodajni również nie ma.

Zuzia i World Music

Bardzo myląca jest lista utworów polecanych, której umiejscowienie sugeruje, że ma związek z wybraną kategorią. Tymczasem „Zuzia lalka nieduża” raczej kiepsko wpasowuje się w klimat „muzyki świata”. Za to za posiadanie płyty Amadou Bagayogo i Miriam Dumbia Muzodajnia ma u mnie plusa. Ale za brak fińskiego folku (ot, chociażby Varttina) należałby się minus. W dziale z muzyką ludową też jej nie ma. Cały dział liczy zresztą 13 artystów, więc zastanawiam się czy był sens jego tworzenia. Wygląda to trochę zabawnie w porównaniu z całkiem dobrze zaopatrzonym działem country. Czyżby ktoś z Muzodajni jeździł na festiwal do Mrągowa?

Problematyczna jest również wyszukiwarka, która częściej pełni funkcję ozdobnika niż pomaga w znalezieniu utworów.

Zuzia lalka nieduża jako obywatelka świata

Zuzia lalka nieduża jako obywatelka świata

Ska-kać nie można

Całkiem dobrze reprezentowany jest jazz. Niewiele w nim polskich zespołów (takich na poziomie Pink Freud), ale dobre i to. Nie wiem jednak, czy  taka ilość skusi bardziej wyrafinowanych fanów. Podobnie ma się sprawa z metalem, który osobiście darzę dużym sentymentem. Co prawda znalazłem aż (!) 5 płyt Nightwisha, ale za to brak takich zespołów jak Moonspell, Summoning, Saturnus i Sirenia. Nigdzie nie ma również Tool’a a muzyki do „Władcy Pierścieni” czy „Avatara” można szukać do upadłej śmierci.

W większości działów znalazły się najbardziej znane grupy i klasyczni wykonawcy (nie wszyscy) i na tym cała zabawa się kończy. Kiedy zaopatrzę się w utwory Kultu, Hey i Kasi Nosowskiej, tak naprawdę niewiele mi zostaje. Genetycznie nie znoszę Lady Gagi, więc co począć? Hiszpańskiego ska (np. Ska-P) nie ma. Polskiego zresztą też (chociażby dawne Akurat).

Odnoszę wrażenie, że serwis został przygotowany przede wszystkim dla słuchaczy popu i hip-hopu. Obydwa działy sa bardzo bogate i można sobie wybierać.

Tyle tylko, że nie interesuje mnie płacenie za Fisza,  Emade czy Bartka Wronę. Umieszczenie w „popie” Barry’ego Manilowa nieco wypacza mi pojecie o tym gatunku, ale niech będzie. Skoro jest Manilow, to dlaczego nie ma soundtracku do Ally McBeal? Zresztą o serialach w ogóle zapomniano. Ścieżki dźwiękowe do Grey’s Anatomy (Chirurdzy) to majstersztyk, którego użytkownikom Muzodajni nie dane jest posłuchać.

Kończąc wymienianie tego, co mi się w Muzodajni nie podoba, warto wymienić „przyjazne” linki. Czy warto czemukolwiek nadawać taki adres: http://www1.plus.pl/muzodajnia/guard/album.action?artistId=48983&albumId=10273&t=Zakopower+Na%2Bsiedem? Do przyjazności mu daleko i raczej nikt nie wpadnie na to, żeby pozapamiętywać.

Plusy dodatnie

Jakiś czas temu przygotowywałem dla „Metro”  tekst o sklepach sprzedających pliki mp3, więc mam już skalę porównawczą. Ceny w Muzodajni są dość atrakcyjne, szczególnie jeśli ktoś wykupi roczny abonament. Nieco ponad 30 gr. za utwór to niewielki koszt i – jak na polskie warunki – jedna z bardziej kuszących ofert. Porównując to z Soho.pl, gdzie koszt jednego pliku waha się od 1,50 do 3,00 to realna różnica.  I jakby nie patrzeć, w Muzodajni coś jednak kupić można. Nie jestem targetem, więc dla mnie ten wybór jest siłą rzeczy ograniczony do oczywistości. I to jest błąd. Miłośnicy wszelkiej łupanki i głębokich tekstów w stylu, „O my Baby I love You, oo yeah!” będą zadowoleni.

Plusem jest również brak zabezpieczeń DRM, których zadaniem jest nie tyle chronić prawa artystów, ile utrudniać życie użytkowników. Muzodajnia wprowadziła je jedynie w wypożyczalni plików, której sensu do końca nie pojmuję, ale w model biznesowy wtrącać się nie będę.  Atrakcyjne jest również to, że użytkownicy płacą nie za pobranie pliku, ale za utwór.  Innymi słowy: jeśli raz zapłacisz za piosenkę, możesz ją pobierać ile dusza zapragnie. Pod tym względem Muzodajnia jest fajnym serwisem. Ale konkurencyjność cenowa to zbyt mało, jeśli  nie idzie w parze z dużym wyborem.

Nie wiem czy Project manager czyta posty internautów poświęcone testowaniu serwisu. Jeśli tak, to lepiej żeby zabrał się do roboty i zaczął łatać dziury w usability, które sprawiają, że korzystanie z witryny jest po prostu uciążliwe. O internautach wiadomo, że są złośliwi i leniwi – jeśli Muzodajnia nie ułatwi im  pracy, napiszą brzydki komentarz i przestaną przychodzić.

Muzodajnię odwiedzę jeszcze 2-3 razy, żeby zobaczyć, czy twórcy serwisy przyjęli sobie noworoczne postanowienie doprowadzenia go do stanu używalności.

Warunki testowania:
Oferta przetestowania serwisu Muzodajnia.pl oraz przygotowania subiektywnej recenzji zakładała umożliwienie pobrania 500 (ostatecznie okazało się, że jest to tysiąc) utworów dostępnych na koncie testerskim.

Komentarze

About the Author

Bartek Brzoskowski - Moją pasją są przede wszystkim social media - media społecznościowe... w praktyce. Zajmuję się koncepcjami komunikacji, marketingiem internetowym i marką w sieci. Kreuję, przygotowuję i egzekwuję. Kontakt: bartek@brzoskowski.pl