Mark Zuckeberg, założyciel i CEO Facebooka narobił sporo zamieszania. Wszystko przez 60 sekund, jakie poświęcił kwestii polityki prywatności w serwisie. Wywiadu udzielił serwisowi TechCrunch, podczas ceremonii rozdania nagród Crunchies. Co takiego powiedział?
Zacznijmy od tego co powiedział… znacznie wcześniej, zanim Facebook nieco wywrócił swoją politykę prywatności. Zuckerberg wielokrotnie (m.in. na łamach Read Write Web) deklarował, że bezpieczeństwo prywatnych danych użytkowników to dla niego świętość. Dbanie o poszanowanie prywatności było swego rodzaju kompasem wskazującym kierunek marszu. Ale najwyraźniej kompas zaczął szaleć.
W rozmowie z Michaellem Arringtonem (założycielem TechCrunch) stwierdził, że gdyby teraz miał tworzyć Facebooka, od początku większość danych osobowych byłaby dostępna publicznie. Powód: według Zuckerberga, w ciągu 5-6 lat istnienia serwisu i socialmedia w ogóle, w świadomości internautów zaszły duże zmiany. Dotyczą one również pojęcia prywatności i tego, co rozumiane jest jako prywatne. Założyciel Facebooka rozumuje mniej więcej w ten sposób: skoro ludzie i tak dzielą się swoimi danymi osobowymi – a nawet numerami telefonów i adresami zamieszkania – to dlaczego by ich nie upublicznić? Dlaczego im tego nie ułatwić i nie usprawnić?
Jak, moim zdaniem słusznie, zauważa Marshal Kirkpatrick (RWW), Zuckerberg nieco się zagalopował. Faktem jest, że ludzie udostępniają nie tylko swoje imię i nazwisko. Ich dane są jednak (nadal) nieco rozproszone, niezależnie od tego czy mówimy o blogach, Twitterze czy dziesiątkach innych serwisów społecznościowych. Tymczasem Facebook jest gigantem, który wyznacza pewne standardy. Teraz to Zuckerberg wyznacza, co staje się normą w Sieci. Oznacza to, że wskazywanie na inne serwisy jako miejsce, gdzie dokonuje się przewartościowanie pojęcia prywatności jest po prostu głupie. To Facebook rozdaje karty. Ponad 80 tys. stron internetowych zintegrowało swój panel logowania z serwisem dzięki Facebook Connect (wg słów Dave’a Morrina, senior platform managera FB). Miliony ludzi logują się bezpośrednio do serwisu. To dobitnie świadczy o uzyskaniu wpływu na losy Internetu.
Może i dzielenie się jest normą w serwisach społecznościowych (jak zauważa Mark), ale chyba warto, aby decyzja o dzieleniu się – chociażby listą kontaktów – była świadomym wyborem użytkownika, a nie efektem domyślnych ustawień serwisu.
Ale o co chodzi?
Faktem jest, że nowe opcje prywatności można zmienić, więc nie ma powodu do paniki. To, że Facebook „zachęca” do dzielenia się informacjami o sobie czy rodzinie jest dla mnie do zaakceptowania, ale nie mam zamiaru tego wykonywać. I jak sądzę, potrzeba takiej prywatności leży w obrębie zainteresowań modelu biznesowego Facebooka. Nieco kontrowersyjny może być sam sposób zaktualizowania opcji prywatnością – wyskakujące okienko, które część osób po prostu zamknęła, ale mniejsza o to.
Pytanie brzmi: czy w czasach, w których internauci bez zastanowienia dzielą się swoimi danymi osobowymi z zupełnie obcymi ludźmi, warto krzyczeć o poszanowaniu prywatności? Po co narzekać na to, że Facebook domyślnie udostępnia dane, skoro ludzie sami się nimi dzielą? Faktem jest, że samo znaczenie prywatności zasadniczo się zmieniło. Coraz częściej zdarzają się przypadki kobiet, które „dzielą się” na Twitterze informacją o śmierci swojego dziecka. Osobiście traktuję to jako formę cyfrowego, emocjonalnego ekshibicjonizmu, który wynika albo z osamotnienia albo z przysłownego parcia na „szkło”.
W pojęciu prywatności akcent położony jest jednak na działanie. Nawet jeśli bezmyślna „dziunia” poda swój adres zamieszkania zupełnie obcej osobie, to wie, że to zrobiła. Abstrahując od jej braku rozsądku, ma do tego pełne prawo. Ale nie uważam, żeby wyręczanie kogokolwiek w ten sposób było uczciwe. Dlaczego? Ponieważ relacje międzyludzkie aż tak szybko się nie zmieniły. Nie wymusiły więc samorzutnych zmian. W przypadku Zuckerberga mamy do czynienia bardziej z orzeczeniem o zmianie rozumienia pojęcia prywatności niż o dostrzeżeniu takich tendencji.
Druga strona medalu jest taka, że – jakkolwiek nie zgadzam się ze spojrzeniem Zuckerberga na zmianę norm społecznych – to muszę przyznać jedno: to oświadczenie jest początkiem rewolucji w podejściu do prywatności w Sieci. Mam nadzieję, że nauczy również ludzi cenić swoją prywatność i zachować ją dla siebie, rodziny i znajomych. Prawdziwych znajomych.
——————-
Photo by nobihaya/www.flickr.com
- Grzeszki Naszej-Klasy(Średnie podobieństwo)
- Królowie Facebooka(Średnie podobieństwo)
- Facebook rzucił się na kubki(Średnie podobieństwo)
- Axe klika na Facebooku(Średnie podobieństwo)
- Jak to jest z kupnem fanów?(Średnie podobieństwo)



