Wino od Twittera

Wino od Twittera

Co mają wspólnego Twitter i wino? To, że latem 2010 każdy będzie mógł kupić sobie butelkę wina obrandowanego logotypem najsłynniejszego mikrobloga świata. Prawdopodobnie.

Zaczęło się od tego, że Twitter chciał wyprodukować sobie własne wino i rozdać je pracownikom – jako element budowania poczucia jedności w teamie. W USA prężnie działa winiarnia Crushpad, która pozwala na stworzenie dowolnej ilości butelek wina pod własną marką. Potem okazało się, że istnieje organizacja Read to Room, która zajmuje się… budowaniem czytelni, promocją książek i czytania krajach Trzeciego Świata (co ciekawe, ponad 50% amerykańskiej młodzieży ma problemy czytaniem). Sprawą zajął się Biz Stone, współtwórca Twittera, i projekt nabrał rozmachu. Już na początku akcja została okrzyczana największym przedsięwzięciem charytatywnym w historii organizowanym przy użyciu social media. Z pewnością jest jednym z bardziej niezwykłych.

W październiku 2009 świat obiegła wiadomość, że Twitter będzie produkował własne wino. Oczywiście nieco odbiegała od prawdy – Twitter po prostu obranduje wino wyprodukowane przez Crushpad. Nadal nie wiadomo jednak, jak będą wyglądać butelki i etykieta, ani ile butelek wina powstanie. Jedyne co wiadomo na pewno, to odmiany winorośli (pinot noir oraz chardonnay), z których jest przygotowywany trunek. Wielka produkcja wina  rozpoczęła się aukcjami charytatywnymi w Tokio, Austin i San Francisco (nomen omen, tam znajdują się siedziby wszystkich trzech beneficjentów).

Oczywiście, w internecie pojawiła się strona fledglingwine.com, która dokładnie wyjaśnia ideę produkcji wina a’la Twitter. W samym serwisie stworzono profil pod tą samą nazwą. Obecnie śledzi go ponad 252 tys. osób, więc należy przypuszczać, że wino – kiedy będzie już gotowe – rozejdzie się bardzo szybko. Cena butelki jest dość niska (nawet jak na Polskę), wynosi równe 20 dolarów. Żeby nie było jednak tak pięknie, z 20 dolarów wydanych na butelkę, jedynie 5 trafi na konto organizacji charytatywnej. Co się stanie z resztą zielonych papierków? Prawdopodobnie pokryją koszty produkcji. Trzeba jednak odnotować, że zgodnie z oświadczeniem winiarni, twitterowe wino na rynku jest warte 40$.

Z tego co wiadomo, trunek będzie gotowy w sierpniu 2010.  Na początek roku  (przypuszczam, że chodzi o pierwszy kwartał) w San Francisco – oraz w kilku innych lokacjach –  przewidziano degustację jednej z przygotowywanych beczułek. Testerzy (nie wiadomo kim są, ani jak zostaną wybrani; należy jednak przypuszczać, że chodzi o osoby reprezentatywne) spróbują wina i zamieszczą na Twitterze swoje opinie o nadchodzącym produkcie.

Aby wszystko było (w miarę) przejrzyście na profilu @fledgling a także na You Tube i Flickrze zamieszczane są filmiki i zdjęcia dokumentujące przebieg produkcji wina. Nie ma się jednak co oszukiwać – nie są zbyt pasjonujące, więc ilość odsłon jest niewielka. Wszyscy czekają na produkt końcowy i mało kogo interesuje fermentacja malolaktowa, czymkolwiek jest.

Oczywiście po rozpoczęciu akcji, po anglojęzycznej stronie Sieci, rozgorzała dyskusja w stylu: kiedy Twitter zacznie produkować tenisówki a Facebook sprzęt elektroniczny. Jej jakość, ani argumenty nie są jednak warte odnotowania.  Najprawdopodobniej wino będzie dostępne jedynie w USA (być może będzie to również Japonia). Znając jednak życie, dość szybko pojawi się na aukcjach internetowych a jego cena znacznie przekroczy rzeczone 20$.

Produkcja obrandowanego wina to nie pierwsza przygoda Twittera z tym szlachetnym trunkiem. Project Vino jest jedną z bardziej znanych akcji promocyjnych , w których wykorzystano serwis. Australijskia winiarnia Kirrhill Wines w marcu 2007 rozpoczęła cykliczną akcję zatytułowaną Wine Twitter Tasting.  Jej najbardziej znaną odsłoną jest wielkie testowanie z kwietnia 2008. Wzięło w nim udział 12 znanych twarzy australijskiego tweet-netu. „Notable” najpierw wypróbowali 3 butelki wina Kirrihill (spokojnie, nie wypijali do dna) przed kamerką internetową, a następnie dyskutowali o nich na Twitterze.

Nie wiadomo jednak, jakie efekty przyniosła akcja. Przypuszczam że winiarnia przyjęła bardziej długofalową strategię budowania marki  na zasadzie, jeśli nie teraz, to na pewno w przyszłości”. W każdym razie, akcje testowania wina trwają nadal. O Garym Vanyerchuku, wspominałem na blogu przynajmniej raz, więc  nie będę się powtarzał. Zarówno on, jaki i Kirhill Wines udowadniają, że można dobrze prowadzić promocję na Twitterze. Sam Twitter pokazuje natomiast, że wino i literatura są z sobą blisko, nawet w czasach Web 2.0 :)

Komentarze

About the Author

Bartek Brzoskowski - Moją pasją są przede wszystkim social media - media społecznościowe... w praktyce. Zajmuję się koncepcjami komunikacji, marketingiem internetowym i marką w sieci. Kreuję, przygotowuję i egzekwuję. Kontakt: bartek@brzoskowski.pl