Auchan – wynajmijcie Delaneya!

Auchan – wynajmijcie Delaneya!

Umiejętności niektórych specjalistów od promocji po prostu przerażają. Ich znajomość internetu i sposobów postępowania w nieprzewidzianych sytuacjach również. Po „wycieku” filmu z wewnętrznego szkolenia Auchan, market dolewa jedynie oliwy do ognia.

Dzisiaj miał pojawić się wpis ze strategii, ale postaram się umieścić go jutro. Dziwne zachowania Auchan są znacznie ciekawsze niż zasada 5A ;) . O materiale, który podobno „sam wyciekł” do internetu nikomu nie trzeba opowiadać, bo w ciągu ostatnich 2 dni widziało go chyba z 70% polskich internautów. Piosenka na cześć 11. urodzin Auchan Polska śpiewana przez nieco fałszujących pracowników robi furorę. Wszyscy niby się krzywią, ale oglądają i komentują. Podobnie ma się sprawa z innym – starszym – hitem, czyli dziękczynnym kawałkiem przygotowanym na modłę „Kanikuły”.

Pewnie po kilku dniach sprawa by przycichła, internetowe „niedobitki” obejrzałyby hit ostatniego tygodnia a niektórzy z widzów pewnie nawet wybraliby się do sklepu, żeby na własne oczy zobaczyć panie z działu mięsnego, a przy okazji coś kupić. Przycichłaby, gdyby Auchan nie zaczął grozić blogerom sądem za naruszanie wizerunku swoich pracowników. Szczerze wątpię, żeby specjalistom od promocji zależało na wizerunku osób występujących w teledysku. Pewnie chodzi o to, że wyszło na jaw, jakie metody teambuildingu stosują w Auchan. A nie są one – nie ma co ukrywać – zbyt nowatorskie.

Zaognienie sprawy przez dział promocji marki wskazuje również na to jak pracujący tam ludzie kompletnie nie rozumieją specyfiki internetu i internautów. Nie wyciągnęli żadnej nauczki z case’u  Dr. Oetkera (pytanie czy kiedykolwiek o nim słyszeli) ani nie zadumali się nad losem Authalii, która też poszła na wojnę z blogerami.  TVN również próbowało usuwać filmik z Kamilem Durczokiem i Rurkiem (na drugim planie) i dopiero wówczas przekonała się, że internetu nie da się łatwo kontrolować, a tym bardziej czegoś z niego usunąć.

Auchan nie słyszało pewnie również o wpadce Christiana Bale’a, który na planie Terminator Salvation zbeształ jednego z pracowników. Nagranie z freestylem  aktora pojawiło się w sieci i wywołało falę krytyki i oburzenia.  Jak zareagowała wytwórnia Warner Bros. – producent najnowszej części Terminatora? Nie straszyła blogerów sądem, nie zamierzała usuwać materiału. Przysłowiowi spece z Ameryki już wiedzą, że takie działania nie zawsze są wskazane. Warner Bros. nagrała swój filmik, utrzymany w komediowym tonie monolog Roba Delaneya, speca od PR, który skutecznie przekonał internautów, że jeśli będą obrażać Christana Bale’a, będą się modlić, żeby ich nie odnalazł. A jeśli nadal żyją, to tylko dlatego, że Christian Bale tak chce. Przemowa – usiana słowami „fuck” i „pussy” – skutecznie odwróciła uwagę widowni od wybryku Bale’a. Zaczęto mówić przede wszystkim o świetnej, dowcipnej i niezwykle trafionej odpowiedzi Warner Bros. Bo właśnie tak powinno załatwiać się takie sprawy. Panie i Panowie z Auchan – uczcie się od Delaneya!

P.S.

Nauczcie się również, że groźby i prośby o usunięcie piosenki należy kierować do serwisu, na którym utwór został umieszczony a nie do ludzi, którzy zamieszczają na swoich blogach linki do internetowego hitu. Przy okazji nauczcie się również co to są mirrory, to tego filmiku tak łatwo się nie pozbędziecie.

Chociaż z drugiej strony sprawa z filmem może okazać się celowym zabiegiem…

————————–

Photo by YouTube.com
-------------------

SPROSTOWANIE:

Okazało się jednak, że dałem się nieco wpuścić w maliny. Za sprawą komentarza  Mateusza Wodzińskiego zamieszczonego pod przedrukiem powyższego postu u Jacka Gadzinowskiego, nieco uważniej przyjrzałem się całej sprawie.

Przede wszystkim Rob Delaney nie jest specem od PR wytwórni Warner Bros., tylko komikiem specjalizującym się w tzw. stand-up’ie.  Całe wystąpienie okazało się po prostu skeczem, który pozwolił Delaneyowi wypłynąć na nieco szersze wody.  W niczym nie zmienia to jednak faktu, że Delaney chyba najbardziej przyczynił się do załagodzenia całej sprawy, zaś oficjalne przeprosiny Bale’a znikły we mgle. Osobiście cała  sprawę uznaję za jedno z najlepszych (chociaż niezamierzonych) rozwiązań zastosowanych w sytuacji kryzysowej dot. wizerunku marki.

Z faktu, że oficjalna strona filmu znajduje się na domenie warnerbros.com, nie wynika jednak, że to WB zajęło się jego produkcją. W rzeczywistości prawa do Terminator Salvation, jak i późniejszych  filmów z tej serii, od wytwórni odkupiła firma The Halcyon Company.  To właśnie ona jest producentem obrazu.

PODOBNE WPISY:----------------------

About the Author

Bartek Brzoskowski - Moją pasją są przede wszystkim social media - media społecznościowe... w praktyce. Zajmuję się koncepcjami komunikacji, marketingiem internetowym i marką w sieci. Kreuję, przygotowuję i egzekwuję. Kontakt:bartek@brzoskowski.pl