Kto mówi, że kampanie social media są skierowane do szarych użytkowników internetu? Wszyscy! Okazuje się, że social media z powodzeniem można wykorzystać jako… przykrywkę.
Nie tak dawno temu miałem okazję porozmawiać z ludźmi znającymi dość dobrze łódzką akcję Włodzimiesz Ka (pisałem o niej w tym poście). Ponieważ marazm i niezborność działań w sieci wyjątkowo mi się nie podobała, zacząłem swoją rozmowę właśnie od tego elementu kampanii. I bardzo się zdziwiłem. Jedna z osób, z którymi rozmawiałem stwierdziła, że głównym celem „społecznościowej odsłony” całej akcji wcale nie było dotarcie do łodzian. To był raczej cel pośredni. Social wykorzystano jako… lep na muchy. Głównym celem było zainteresowanie akcją dziennikarzy – oprócz wysyłania listów w butelce (elementy teaserowe) i przygotowania konferencji prasowej z udziałem „prawdziwego” Włodzimierza Ka, to właśnie social był elementem, który miał za zadanie przyciągnąć oczy i uszy lokalnych mediów. Nie czynię tutaj nikomu wyrzutów, wręcz przeciwnie – raczej podziwiam.
Okazuje się, że social można wykorzystać w zupełnie odmienny sposób. Jest to szczególnie ważne w miejscach takich jak Łódź, gdzie duża część mieszkańców swoją wiedzę o akcjach promocyjnych nadal czerpie z:
1)gazet i reszty mediów tradycyjnych
2)kampanii outdoroowch (plakaty, banery)
3) akcji „niestandardowych” (chociaż dawno weszły do standardu): spontanicznych protestów itp.
W miejscach zmagających się z niską penetracją przez internet social, siłą rzeczy, nie stanowi kanału o dużej mocy „docierania do mas”. Biorąc pod uwagę cel, jakim jest poinformowanie o wydarzeniu mieszkańców miasta, wykorzystanie mediów społecznościowych jako elementu podgrzewającego atmosferę wśród dziennikarzy, jest całkiem rozsądnym posunięciem. Pomysłem, który najwyraźniej zadziałał – sam wypowiadałem w Planecie.fm się na temat społecznościowego aspektu Włodzimiesza Ka. Przynęta chwyciła – m.in. dzięki socialowi dziennikarze mówili o akcji. Ponieważ nie było tajemnicą, kto za nią stoi (chodzi o Port Łódź), razem z informacją o Włodzimieszu słuchacze byli informowani o Porcie Łódź. Pod tym względem pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.
Zastanawia mnie jednak społeczność, a raczej zbiór ludzi, których można przekształcić w społeczność. Po zakończeniu akcji nic nie wskazuje na to, że profil – tak jak wcześniej zapowiadano – będzie żył. Oczywiście nie jest to wina agencji, która prowadziła kampanię w socialu, tylko wyborów zleceniodawcy. A te – jak widać, cechują się totalnym wręcz niezrozumieniem istoty społeczności. Potencjał kilkuset osób, które śledziły poczynania Włodzimiesza Ka po prostu się marnuje. Tymczasem Fan Page Portu Łódź świeci pustkami i nic nie zachęca mnie, żeby na niego wchodzić. Zdjęcia z otwarcia centrum handlowego to wszystko, co mogą mi zaoferować ludzie stojący za promocją centrum handlowego.
Włodzimiesz Ka to podręcznikowy wręcz przykład porzucenia społeczności po spełnieniu celu – dziennikarze się dowiedzieli, cel główny został osiągnięty, ludzie których zebraliśmy po drodze niech idą do domów. Dowodzi to jedynie tego, że w Polsce jest wiele firm, które „social” traktują jak hasełko – firm, którym nie zależy na budowaniu społeczności i zaangażowania. Z drugiej strony można jednak postawić pytanie: czy inwestowanie w społeczność w takim mieście jak Łódź jest opłacalne? Moim zdaniem tak – marketing społecznościowy traktuje zgromadzoną społeczność jak fundament do zbudowania jeszcze silniejszej społeczności.
W przypadku Włodzimiesza Ka mam wrażenie, że ktoś rozwala ten fundament wielkim, metalowym drągiem z napisem „a po co?”.
——————
Zdjęcie: Włodzimiesz Ka



Pingback: Prasówka 16.04.2010 « Blog NetCenter Solution
Pingback: Social media dla dziennikarzy | Blog Manager
Pingback: Tweets that mention Social media dla dziennikarzy | Bartek Brzoskowski | Brzoskowski.pl -- Topsy.com