Jak to jest z kupnem fanów?

Jak to jest z kupnem fanów?

Jakiś czas temu Internet Standard a zaraz potem Adrian Serafin Jacek Gadzinowski pisali o kupowaniu fanów po 20 groszy za sztukę. Postanowiłem bliżej się przyjrzeć tym zakupom  i 14 dni temu sam kupiłem sobie trzódkę. Nie dlatego, że rajcują mnie duże liczby, ale raczej po to, żeby potwierdzić i/lub zaprzeczyć opinii ekspertów. Wynik, jak zwykle zależy od punktu siedzenia. Przynajmniej ja powinienem żądać zwrotu pieniędzy.

Fanów kupuje się od dawna, ale czym innym jest kupić fana za gadżet a czym innym za pieniądze – na Allegro. W przypadku tego pierwszego istnieje szansa, że – przynajmniej kilka razy – wejdzie na profil marki – chociażby po to, żeby sprawdzić co z jego kubkiem/klikerem, czy inni użytkownicy się nie skarżą, że gadżety nie dochodzą od adresatów itd. Jednym słowem – to stwarza możliwość zaangażowania części fanów. Oczywiście o ile wie jak to robić.

Kupowaniu fanów sprzeciwiałem się od dawna, nie tylko ze względów – nazwijmy to – ideologicznych. Z kupionymi fanami jest jak z daleką rodziną – odwiedza Cię tylko na specjalne okazje.  Dlatego też uważam, że ludzie, którzy twierdzą, że „produkt pt. 10 tys. fanów za 2 tys. PLN nie różni się niczym od produktu zrobimy ci social media i będziesz miał dużo fanów za 20 tys. złotychnie mają zielonego pojęcia o czym mówią.

Celem kampanii w social media nie jest kolekcjonerstwo (niektórych na pewno tak myślą), ale zaangażowanie użytkownika w dialog. Tak, wiem, że terminy są już bardzo wyświechtane przez kolejnych „social media ninja”, co nie oznacza, że nie są prawdziwe. Fan to człowiek, a nie kawałek mięsa. Celem gry jest zaspokojenie jego potrzeb z jednej strony i nakłonienie do aktywności po stronie produktu z drugiej.

Co się (nie) zmieniło po zakupie fanów?

Poza zwiększeniem liczby fanów (i chyba te szybko zmieniająca się cyferki tak cieszą ludzi, którzy kupili taki zestaw) w żadnym stopniu nie zmieniła się aktywność na Fan Page’u – faktem jest, że nie jestem Gadzinowskim i efekt skali u mnie nie działa. Nie zmienia to jednak faktu, że kupieni fani dołączyli do mojego profilu, tak jak pewnie dołączali do wielu innych. Bo co to szkodzi? Jutro dostaną zaproszenie od producenta kompostu i też dołączą, bo popierają inicjatywy ekologiczne. Oddając sprawiedliwość muszę powiedzieć, że w ciągu 2 dni „przybywania” fanów zwiększyła się liczba odwiedzin tego blogu. Ale potem wszystko wróciło do „normy” – nie było stałego skoku odwiedzin. Jak dawniej, powoli ale skutecznie liczba wizyt pnie się pod górkę.

Brak aktywności z pewnością związany jest z tematyką  strony i pomysłem na jej prowadzenie. To normalne, że tematy „ogólnie znane”, chociażby reklamy telewizyjne, przyciągną większą uwagę niż informacja o działaniach marek w social media. Wniosek – kupno fanów to coś, nad czym należy się poważnie zastanowić – prościej za 2 tys. kupić sobie wpisy w katalogach niż animować fan page.

Co straciłem?

Przede wszystkim – kontrolę nad własnymi działaniami. Obecnie wszystko wraca do normy, ale przez pewien czas byłem kompletnie zdezorientowany, czy przyrost fanów ponad zakupioną liczbę to efekt moich działań czy też po prostu „firma” wysłała więcej zaproszeń – tak na wszelki wypadek żeby się wywiązać z umowy. Prawdopodobnie wysłała więcej, ale po 3-4 dniach przyrost liczby użytkowników powrócił do tego samego, regularnego tempa. W moim przypadku odpada więc twierdzenie, że kupno fanów „na początek” przyspiesza dołączanie ludzi do fan page’u – nie przyspiesza.  Co więcej – zdarzyły się „odejścia”. Nie wykluczam, że to „wierniejsi fani” postanowili opuścić fan page – bardziej prawdopodobne jest jednak, że to ludzie, którzy dopiero weszli na stronę i zobaczyli „o co chodzi”.

Model biznesowy?

Kupowanie fanów jako model biznesowy? Jasne – dla ludków, którzy działanie w socialu mierzą tylko ilością fanów i nie mają większego pojęcia, czym jest oddziaływanie.  To jasne, że zawsze znajdą się klienci na tego typu usługi – tak jak na każde inne. Po dwóch dniach i wydanych 2 tysiącach PLN będzie można cieszyć się swoimi 10 tysiącami fanów po 20 groszy sztuka. Jasne, że to tanio – prawdziwy fan warty jest kilka razy więcej.

Co można zrobić za 2 tys. PLN? Na przykład zainwestować w niewielką aplikację i nieco gadżetów – umiejętnie rozegrana całość  sprawi, że liczba fanów będzie bardzo szybko rosła. Dodam, fanów, których interesuje to, co piszesz.  Doskonałym przykładem takiego mechanizmu jest fan page serwisu Folk 24. Wystarczyło rozdać 50 prawdziwych płyt zespołu Beltaine (swoją drogą naprawdę fajna grupa), żeby liczba fanów strzeliła w górę jak młody świerk. Ale po co komuś główkowanie, jak dostrzec do ludzi zainteresowanych tematem, skoro 2 tysiaki wydane na aukcji załatwią sprawę.

Podsumowując

Wzrost ilości osób – TAK
Dynamika wzrostu ilości fanów – BEZ ZMIAN
Aktywność na fan page’u – BEZ ZMIAN
Utrata kontroli nad skutecznością działań – TAK
Wzrost ruchu na stronie – NIE (w dłuższym okresie czasu)
Stracone pieniądze – 20 PLN

Jednym słowem, eksperyment zakończył się porażką. Nawet jeśli bym chciał, nie mogę wyrzucić z fan page’u kupionych fanów, bo nie wiem, czy wśród nich nie znajdują się ci „prawdziwi”. Zarobił sprzedawca, a ja – niekoniecznie.

Jeśli więc chcesz się bawić w social media – kupuj; jeśli chcesz cieszyć się dużą ilością osób – kupuj. Jeśli jednak chcesz działać w social media i wykorzystywać je w swojej pracy (chociażby po to, żeby generować wartościowy ruch na stronie docelowej) – to najpierw przeczytaj TO, TO, TO i TO. Na pewno się przyda.

Penn Olson w swoim poście poświęconym kupowaniu fanów stwierdziła, że jednym z powodów, dla których NIE należy tego robić jest sprawianie wrażenia desperata. W moim przypadku była to czysta ciekawość, ale według mnie – to Olson, a nie nasi eksperci, ma rację. I nie chodzi t o to, że kupno fanów to zło, koklusz i dyzenteria – dla mnie jest to po prostu nieopłacalne.

——————–

fot. screen wykonany  na stronie Allegro.pl

Komentarze

About the Author

Bartek Brzoskowski - Moją pasją są przede wszystkim social media - media społecznościowe... w praktyce. Zajmuję się koncepcjami komunikacji, marketingiem internetowym i marką w sieci. Kreuję, przygotowuję i egzekwuję. Kontakt: bartek@brzoskowski.pl